..::strona główna
..::newsy


..::kontakt
..::historia klubu
..::sukcesy klubu
..::twarze klubu
..::wycieczki klubu
..::klubowy kalendarz


..::schroniska
..::pasma górskie
..::przyroda

..::zbójnictwo

..::korona gór
..::spis tras
..::panoramy
..::impresje filmowe
..::dekalog turysty
..::górskie porady
..::GOT
..::historia PTTK
..::komunikacja
..::górskie pejzaże
..::linkownia


..::górskie dowcipy
..::wesołe rysunki
..::dekalog turysty:D
..::nasz śpiewnik




Strona Śl.TZN

Oficjalna strona PTTK

nowe forum dyskusynje o górach!


Poniżej górskie dowcipy, czyli o co nie pytajcie bacy w górach:P

Turystyczne piosenki Ziemowita Rzeszotnika, czyli turysta na wesoło.
Szczególnie polecam piosenkę, która powinna stać się hymnem górskiego turysty:P "Debilną piosenkę"



Dekalog "Jedzeniowy"
-Nie będziesz miał innych, niż koncentratowo-homogeniczne, posiłków przed sobą.
-Wierzyć będziesz w niezawodność i szczelność torebeczek, puszeczek, słoiczków, tubeczek. -Spoglądać nie będziesz na datę ważności, gdyż wiara nasza jest wieczna.
-Propagować będziesz wiarę naszą, zawsze mając ze sobą torebeczkę lub puszeczkę.
-Nie zabijaj głodu karmą nieczystą.
-Gotuj zupkę tak by nie robiły się zgęstki.
-Zawsze święcie ufaj reklamie, propagującej świętą karmę naszą.
-Przed posiłkiem śliń się w obecności osób trzecich (niewiernych), tak, aby światłość na nich spłynęła.
-Pamiętaj: natura to grzech.
-Syntetyk jest absolutem.

Początkujący narciarz pyta bacę:
- Czy ten zjazd jest niebezpieczny ?
- Nie, panie, syćka zabijają się dopiero na dole !

Dwóch turystów dopędza idącego drogą górala: - Gazdo! Daleko do Poronina?
- A bedzie ze dwa kilometry.
Dalej idą razem, umilając sobie czas pogawędką. Mija pół godziny:
- Gazdo, ile jeszcze do tego Poronina?
- Teroz to jakie piynć kilometrów.
- Zaraz! Przecież to niemożliwe! Przedtem było dwa, szliśmy ponad pół godziny i teraz jest pięć?
- Ano, musi tak być, panocku, bo jo idem z Poronina w Bukowine!

Muzykolog z Krakowa prowadzi badania w terenie, poszukując wiejskich skrzypków. Na Tarasówce spotyka samotnie stojącą chałupę, a przed nią górala, który rąbie drewno. Pozdrawia go i pyta:
- Pochwalony. Baco, a gracie wy na skrzypcach?
- Niekze będzie. Jo? Ni, nie grom na skrzypcak.
- To może ktoś z waszej rodziny gra? Ojciec, brat...
- Ni, ani ociec ani brat nie grajom na skrzypcak.
- No to trudno, spytam u sąsiadów.
- Panie, a moze wom idzie o gęśle? Bo u nas to nazywajom gęśle.
- No, właśnie. Na gęślach pewno gracie?
- Nie, jo nie grom.
- No to ojciec, czy brat?
- Nie, nie grajom. Ale moze mogom być złóbcoki? Takie malućkie, co górale sami robiom?
Zrezygnowany naukowiec macha ręką.
- Mogą być. Ale pewno na złóbcokach też nie gracie.
- Nie grom. Ani mój brat, ani ociec.
Muzykolog odchodzi i zaczyna się wspinać stromą drogą do sąsiedniej chaty. Góral wstaje i macha do niego rękami.
- Panie! Panie! Mom jesce śwogra, mieszka tu niedaleko, za wsiom!
- I co - wraca się z nadzieją naukowiec - na czym gra? Na skrzypcach, na gęślikach czy na złóbcokach?
- No, wicie, fciołek wom pedzieć, ze ón tyz na nicym nie gro!

Po narciarskich mistrzostwach Polski baca spotyka się w COS-ie z rekordzistami. Pierwszy opowiada, że skoczył przeszło 100 metrów, ale nie ustał skoku. Drugi mówi, ze przeskoczył rekord skoczni, ale sędziowie nie uznali skoku, bo był nieregulaminowo ubran - Wicie, pińć dwajścia roków temu jo tyz skakał. Skocyłek, lece, patrze - mijam wybieg, macha mi siostra Warsiawska, mijam Zakopane, mijam Gubałówke... A tu jak nie dmuchnie wiater - wróciło mnie na trzydziesty metr.

Romek K., znany instruktor narciarski, rozpoczyna na Gubałówce pierwsze zajęcia z kursantami.
- Dziś nauczymy się na początek, jak należy prawidłowo chodzić o kulach.

Znany z szarmanckości ortopeda zakopiański kończąc zakładać gips pociesza pacjentkę:
- Za miesiąc zdejmiemy z pięknej rączki gips i wszystko będzie w porządku.
- Och, panie doktorze! - wzdycha pechowa narciarka - a czy potem będę mogła grać na fortepianie?
- Ależ oczywiście, droga pani, oczywiście!
- Pan jest wspaniały, panie doktorze. Jeszcze nigdy nie grałam na fortepianie.

Góral modli się przy ołtarzu:
- I jesce sprow Panie Boze, coby Staskowi od Łojasów chocia krowina zdechła, po co ma mieć tak dobrze!

Jędrusia pech prześladował od maleńkości. Szkołę podstawową skończył, bo nauczyciele mieli dość ucznia, którego reklamować trzeba było od wojska. Z armii wyrzucili go do cywila, kiedy na strzelnicy jemu jedynemu zaciął się spust karabinu i o mało kadry z Wskutek tych przypadków wyrzucono go z Koła Przewodników, brał więc wycieczki "na lewo" prosto z autokarów na parkingu. Nie przerwało to jednak pasma nieszczęść, wręcz przeciwnie, doprowadziło do prawdziwej tragedii. Pobłądził z grupą w czasie burzy. Z ca Nie chcąc siedzieć na łaskawym garnuszku postanowił znaleźć pracę. Jedyne co umiał, to chodzenie po górach. Przysiadł więc fałdów, poduczył się angielskiego, wykuł topografię najbliższych gór, zdał stosowne egzaminy i rozpoczął pracę. Okazało się jednak, Wszystko gotowe do egzekucji. Sprawdzono wszystkie kable śmiercionośnego krzesła, zebrali się świadkowie, wprowadzono skazańca. Kat przywiązał go fachowo do urządzenia, włączył prąd. Błysnęło, zatrzeszczało... i nic. Skazaniec jak siedział tak siedzi, z n - Samiście pedzieli w wyroku, co ze mnie przewodnik do rzyci!
Idzie góral na słowacką stronę przez „zieloną granicę". Przekrada się między kosodrzewiną w kierunku słupków granicznych. W pewnym momencie słyszy za sobą:
- A dokąd to, gazdo!?
- Teroz, panie wopisto, to juz do rzyci!

W Dolinie Kościeliskiej przed wejściem do Jaskini Mroźnej przewodnik objaśnia:
- Ta jaskinia, wydrążona w skałach powstały dzięki Jaśkowi ze Smrekowej Wsi, który kiedyś zgubił tu pięć złotych i powiedział o tym sąsiadom.

Dróżką pomiędzy zabudowaniami na Olczy idzie jakiś wczasowicz, prowadząc na smyczy ogromnego, groźnie wyglądającego psa. Zwierzak łypie groźnie przekrwionymi oczyma i przez druciany kaganiec warczy wściekle na wszystko co się rusza. Zza płotu jednej z cha - Piyknego, panocku, mocie psa. Wielgi i pewnie straśnie zły.
- Macie rację, gazdo, wielki i groźny. Niewiele jest psów, które mogłyby na równi z nim walczyć. A takiego, który by go pokonał, to chyba nie ma!
- Eee, widzi mi sie, panocku, ze mój by se z nim poradziył.
- To jest, gazdo, niemożliwe!
- Mogymy sie załozyć nawet o dziesiynć milijonów!
- Dziesięć milionów? Zgoda! Zakład stoi! Dawajcie tego swojego psa!
Letnik wchodzi na podwórze, zdejmuje psu kaganiec. Gazda idzie w kierunku stojącej z boku zabudowań komórki, otwiera ją. Przez otwarte drzwi wypada jakiś płowy kształt, który ze stłumionym rykiem rzuca się na obcego brytana wkraczającego na jego teren. Za - Rany boskie! Gazdo! Co to za rasa!?
- Jo to sie, panocku, na rasak nie znom. Nie wiym.
- A gdzie kupiliście tego potwora?
- Kupić to jo go nie kupowoł. Mom brata, co jest w Afryce na kontrakcie. Pore miesiyncy tymu przysłoł mi tego psa, bo ni mioł mi kto gazdówki pilnować. Ino musiołek mu grzywe ogolić, bo zwierzynciu straśnie goronco było.

Grupka „szpanowo" przyodzianych turystów „zdobyła" przy pomocy kolejki szczyt Gubałówki i tam z uwagą wysłuchuje objaśnień starego przewodnika, opisującego roztaczającą się przed nimi panoramę. Wreszcie ktoś pyta:
- Panie przewodniku, a jaki jest najwyższy szczyt Tatr?
- Nojwyzsy to je Gierlach.
- A który to jest?
- Widzicie, panocku, to tyn, po prawy stronie od tego, co mo takom biołom łate od śniygu.
Przysłuchuje się temu z niejakim przerażeniem, stojący z boku młody przewodnik. Gdy turyści, syci wrażeń, idą do restauracji na dobrze zasłużony obiad, podchodzi do starego i mówi:
- Przepraszam, panie kolego. Niechcący usłyszałem to, co mówiliście. Dlaczego okłamaliście tych ludzi? Przecież z Gubałówki Gerlacha nie widać!
- Co ci powiym, to ci powiym. Młodyś, toś głupi i gówno sie na przewodnictwie znos! Klijent płaci, musi być widoć!

Przewodnik stoi na szczycie Rysów i na całe gardło śpiewa:
- Morze, nase morze!

Kondukt pogrzebowy podąża w kierunku cmentarza. Za trumną idzie najbliższa rodzina, za nimi wielki, biały owczarek, a dalej, w pewnym odstępie, rząd żałobników, samych mężczyzn. Zaskoczony takim zestawem konduktu turysta dyskretnie zaczepia idącego za tru - Moje najszczersze wyrazy współczucia. Proszę wybaczyć moje, w niezbyt fortunnym, zapewne, momencie zadane, pytanie, ale zadziwia mnie skład żałobników. Czy mógłby mi pan łaskawie odpowiedzieć czyj to pogrzeb, i dlaczego w kondukcie idzie pies?
- Widzicie, panocku, to jest pogrzyb mojyj teściowej.
- Na co umarła?
- Nie umarła, ino tyn pies, co z nami idzie, jom zagryz.
- Gazdo! Pożyczcie mi tego pieska na parę dni!
- Pomalućku, panocku! Stońcie se nojpiyrw w kolejce.
- W jakiej kolejce?
- Te syćka chłopy, co za psem idom, byli przed wami!

Wojtuś z Białego Dunajca wybierał się na olimpiadę do Sapporo. Idzie na dworzec i prosi:
- Dajze mi, Hanuś, bilet do Sappora.
- Kany? - pyta się kasjerka.
- No, do Sappora, w Japoniji.
- Nie śpasujciez, krzesny, mogem wom dać do Chabówki.
W Chabówce Wojtuś znów prosi o bilet do Sapporo. Kasjer wysyła go do Krakowa. Z Krakowa do Warszawy. W Warszawie łapie samolot do Moskwy, z Moskwy jedzie do Władywostoku, we Władywostoku przesiada się na statek do Tokio, z Tokio superekspress wiezie go do - A do Biołego Donajca mi biletu nie dadzom?
- W jednej chwileczce, gazdo-san - odpowiada kasjerka - Biały Dunajcec-Wieś, czy Biały Dunajec-Kościół?

W sali COŚ-u odbywa się towarzyski mecz bokserski Polska-Kuba. W kategorii lekkopółśredniej zachorował polski zawodnik i ekipa została zdekompletowana. By nie oddać punktów walkowerem, za radą dyrektora Ośrodka zaproszono do walki Jaśka, który zajmował si - Jasiu, wytrzymasz?
- Wytrzymiem, co mom nie wytrzymić.
W drugiej rundzie czarnoskóry zawodnik dokłada Jasiowi z obu rąk, ten tylko się osłania.
W przerwie trener pyta:
- Jasiu jeszcze tylko trzy minuty. Wytrzymasz?
- Oj, panie trenerze, już nie wytrzymiem. Chyba mu teroz przywalim.

Przewodnik prowadzący grupę usłyszał okrzyki przerażenia, dochodzące z przepastnej ściany nieco poniżej szlaku. Biegnie w tym kierunku, wychyla się nad krawędź przepaści i widzi kilka metrów poniżej wiszącego na rękach śmiertelnie przerażonego turystę. Si - Trzymoj line!
Obok przerażenia w oczach turysty widać kompletny brak zrozumienia czego od niego chcą.
- Musi zagranicny! Szprechen zi dojcz?
- ?
- Gaworisz po russki?
- ??
- Parlo italiano?
- ???
- Parle wu franse?
- ????
- Du ju spik inglisz?
- Oh, yes!!!
- No, nareście! Trzymoj line!!!

Józek postanowił skorzystać z oferty znanego zakopiańskiego przewodnika i wybrać się na organizowaną przezeń wyprawę na Mont Blanc. Pech chce, że zaraz powyżej Chamonix zeszła mała lawinka i uwięziła wycieczkę w śniegu. Po paru godzinach wytropił ich pies - Nareszcie! - oddycha z ulgą Piotr K. - Oto nadchodzi prawdziwy przyjaciel człowieka!
- Ba jako! - powiada Józuś - a jesce do niego przywiązany jest taki straśnie fajny pies!

Przewodnik budzi taternika, z którym miał się wspinać:
- Wstawojciez, panocku. Juz cas. Jest drugo trzydzieści w nocy. Musiymy sie zbiyrać.
- Wiecie co, gazdo, w końcu do cholery jestem na urlopie! Pieprzę, powyleguję się do czwartej!

Pod Zawratem jak zwykle w sezonie czeka grupka turystów na swoją kolejkę przy łańcuchach. W pewnym momencie ze ściany odpada jeden ze wspinających się i spada pomiędzy oczekujących. Przez tłum przepycha się ratownik TOPR-u.
- Rany Boskie, co się stało?
- A, nie wiem - odpowiada leżący turysta - ja dopiero co spadłem.

Zima. Polną drogą pędzą sanki prowadzone przez dziarskiego górala. Na tylnym siedzeniu opatulona w koce i kożuszki, nieco wystraszona, egzaltowana pannica. W pewnym momencie jedna z płóz trafia na przysypany śniegiem korzeń, sanki przechylają się gwałtown - Widzieliście, gazdo, mój spryt?
- Widzieć, paniusiu, to widziołek, ino u nos tyn spryt rzyciom nazywajom!

Szczyt sezonu. W zatłoczonym autobusie starszy już wczasowicz tęsknie spogląda na zajmujący spory kawałek podłogi koszyk. Wreszcie pyta:
- Gaździnko, to wasz koszyk?
- Mój.
- Czy mógłbym sobie na nim usiąść, bardzo bolą mnie nogi.
- Siadojciez se, panocku, siadojcie, ino uwazujcie na jojka.
- Wieziecie jajka w tym koszyku?
- Nie, gwoździe!

Na przystanku taksówek pod dworcem w Zakopanem tłok bywa tylko po przyjeździe warszawskiego pociągu. Gruba jejmość przepycha się do przodu bez kolejki.
- Nie pchojciez sie, paniusiu - upomina ją kierowca - ni mocie się po co spiesyć, i tak was na roz nie zabiere.

W schronisku wycieczka pyta kierownika:
- Czy macie dla turystów wrzątek za darmo?
- Mom. Ale zimny.

Baca z Rusinowej słynął jako czarownik. Turysta przychodzi do niego i prosi, żeby pokazał mu coś nadzwyczajnego.
- No, panie - mówi baca - ale to kostuje.
- Ile? - pyta turysta.
- Dacie dwie stówki, jak przejdem po ścianie i suficie sałasa?
Turysta z niedowierzaniem zgadza się, baca wstaje i jak mucha przechodzi po ścianie i suficie. Turysta chce płacić, ale baca go powstrzymuje:
- Dacie, panie, śtyry stówki, jak bedem fruwał po hali?
Turysta zgadza się, baca rozkłada ręce i odfruwa kawałek, poczym wraca. Turysta chce płacić, ale baca proponuje dalej:
- Panie, a dacie pięć stówek, jak na was nasikam, a wy zostaniecie suchy?
Turysta zgadza się, baca staje przed nim i sika. Turysta cały mokry krzyczy:
- Baco, co robicie, do cholery!
- No dobra, niech już bedom te śtyry stówki.

Grupka turystów przechodząca koło gazdówki zauważa górala siedzącego na wierzchołku wysokiego smreka. Ktoś pyta:
- Gazdo! A co wy tam tak wysoko robicie!?
- Uwazujem, panocku!
Mija kilka godzin. Turyści wracają i widzą, że góral dalej siedzi na czubku drzewa.
- Co wy tam, gazdo, jeszcze robicie?
- Przecie godołek, ze uwazujem!
- A na co tak uważacie?
- Uwazujem, coby nie spaść!

Góral objaśnia turyście warunki pogodowe na Podhalu:
- U nos, panie, śniyg jak spadnie we wrześniu to lezy do cyrwca. Za to resta to juz samo lato!

O turystach.
- Aaach kochanie!
- Uf, uf, uf, tak słucham Cię moja miła?
- Ach, kochasz mnie?
- Uf, uf, uf, tak kocham Cię, strasznie Cię kocham.
- To ponieś mój plecak!!!

Idzie baca przez połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem i mówi: - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babe spod chłopa wywiało...?

Turysta widzi, jak na ganku przed chatą baca ostrzy siekierę, więc go pyta:
- Baco, po co ostrzycie tę siekierę?
- A tak, dla zabicia czasu....

Przewodnik tatrzański mówi do grupy turystów:
- Zbliżamy się do bardzo niebezpiecznego miejsca. Wiele osób poślizgnęło się tu i spadło w przepaść. Gdyby komuś z Państwa to się przytrafiło, proszę zwrócić głowę w lewą stronę. Z lotu ptaka rozciąga się piękny widok na dolinę.

Baca oprowadza turystów po Tatrach.
- Tatry mają dwa miliony lat i trzy miesiące
. - Baco, skąd wiecie to aż z taką dokładnością?
- A był tu jeden profesor trzy miesiące temu i gadał, ze mają dwa miliony. To ile mogą mieć teraz?

Turyści,schodzący z Gubałówki spotykają górala.
Zasapany, mokry od potu, chwiejąc się na nogach, idzie pod górę ciągnąc za sobą kilka metrów grubego, ciężkiego łańcucha.
- Gazdo! A po cóż wy ciągnięcie ten łańcuch?
- Przecie go, krucyfuks, pchoł nie bede!!!

Baca jest sądzony za zabójstwo turysty, ale się nie przyznaje. Sędzia pyta:
- No to jak to było, Baco?
- Ano nijak. Siedziołek se na przyzbie i strugałek osikowy kołecek. A ten turysta siad se kole mnie i zacoł jeść cereśnie. I co zjod, to mi pesteckom trach!!! w oko. A jo nic, ino se strugom ten kołecek. A on znowu zjad i trach!!! mie pesteckom w oko. A j
Wychodzi baca przed chałupę, przeciąga się i wola:
- Jaki piękny dzionek!
A echo z przyzwyczajenia:
- ... Mać, mać, mać...!

Siedzi baca nad przepaścią i liczy:
- 127, 127, 127, ...
Przechodzi turysta i pyta:
- Co robisz baco?
Baca zrzuca go w przepaść i liczy:
- 128, 128, 128, ...

Baca siedzi przed chałupą i całuje się po rękach. Przechodzący turysta pyta:
- Baco, co wy robicie?
- A włanie to jest gra wstępna. Zaraz będę się onanizował.


Siedzi baca przed chatką. Przed bacą kloc drewna i kupka wiórków. Przechodzi turystai pyta:
- Baco! Co tam strugacie?
- Ano, cółenko sobie strugom.
Turysta poszedł. Następnego dnia rano przechodzi tamtędy i widzi bacę. Baca siedzi przed klockiem drewna i go struga. Przed bacą górka wiórów. Turysta pyta:
- Baco! Co tam strugacie?
- Ano, stylisko do łopaty sobie strugom.
Następnego dnia: Baca siedzi przed chatką, w rękach trzyma drewienko, przed nim kupa wiórów. Ten sam turysta pyta:
- Baco! Co teraz strugacie?
- Jak nic nie spiepse, to wykałacke

Turysta zaczepia bace w lesie:
- Gdzie jest giewont?
- Łot.. - turysta zdziwiony, ale pyta po angielsku:
- Łer is giewont baco?
- Łot.. - odpowiada baca - turysta swoje:
- Łer is giewont? -
- Łodpierdolzesie niewidzis ze leje!

Idzie sobie turysta i w pewnym momencie zauważa Bacę i pyta:
- Baco, co robicie?
- A nic takiego, piore tylko kota.
- Kota? Przecież kota się nie pierze.
Na to Baca:
- A co wy tam turysto wicie, kota się pierze.
Za parę godzin turysta wraca z powrotem. Patrzy a kot leży nieżywy. I zwraca się do Bacy:
- A nie mówiłem, że kota się nie pierze?!
A Baca na to:
- Pierze się, pierze, ale sie nie wykręco.

Przychodzi turysta do bacy na Polanie Chochołowskiej:
- Baco, macie tu wrzątek?
- Jest, ino zimny.

Nad Morskim Okiem siedzi stary baca. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają:
- Co tu robicie?
- Łowię pstrągi.
- Przecież nie macie wędki!
- Pstrągi łowi się na lusterko.
- W jaki sposób?!
- To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ją wam zdradzę.
Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją bacy. On tłumaczy:
- Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój...
- Ciekawe... A ile już tych pstrągów złowiliście?
- Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie...

Turysta w wakacje zachodzi w deszczu do bacówki, baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega, że do talerza leci mu z góry woda...
- Baco dach ci przecieka!
- Wim...
- To dlaczego nie naprawisz?!
- Ni mogę, przecież dysc pada.
- To dlaczego nie naprawisz, kiedy nie pada?!!
- A bo wtedy nie cieknie...

Baca rozmawia z turystą:
- Zabiłem wczoraj 10 ćmów - mówi baca.
- ciem - poprawia turysta.
- A kapciem.


W Morskim Oku, w przerębli kąpie się baca.
- Baco, nie zimno wam?! - pytają się turyści.
- Ni.
- Ciepło?
- Ni.
- A jak wam jest?
- Jędrzej.

Turysta pyta się górala:
- Baco czemu ciągniecie ten łańcuch?
- A co, mam go pchać?!

Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta:
- Baco spadniecie!
- Ni, nie spadnę!
- Spadniecie!
- Ni!
- No mówię wam, że spadniecie!
- Eeee, ni spadnę!
Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej. Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzy za znikającym w oddali turystą i zdziwiony rzekł:
- Prorok jaki, czy co?

- Baco, czym zabiliście sąsiada?
- A synecką, Wysoki Sądzie...
- Wieprzową, czy wołową?
- Kolejową...

Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta.
- Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa.
- Nie spadnę.
Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca.
- A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie.
- Śpiwo się, śpiwo, ino się nie tańcy.

Turysta do bacy:
- Ile kosztuje ten pies??
- Sto milionów.
- Przecież nikt go nie kupi.
Po pewnym czasie turysta do bacy:
- Sprzedaliście psa??
- Tak. Za dwa koty po 50 milionów...

- Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści.
- Jo. Widzita tom pirwszom górke?
- Tak.
- To nie je Giewont. A widzita tom drugom górke?
- Tak.
- To tyz nie je Giewont. A widzita tom trzeciom górke?
- Nie.
- To je Giewont.

Pewien przewodnik w Górach Skalistych w USA miał bardzo złą sławę. Co zabierał jakąś grupę turystów na wyprawę, zawsze ktoś ginął. Ww końcu zainteresowała się tym policja. W śledztwie wyszło na jaw, że zły przewodnik jest patologicznym mordercą. Sąd orzek - Przecież wszyscy wiedzą, że jestem złym przewodnikiem


Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy:
- Ło Jezuuu!!! Jezu, Jezu, Jezusicku!!!!
Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera:
- Ło Jezu, Jezu, Jezu!
Turysta:
- Baco! Baco co wam się stało?!
Baca:
- Mnie? Nic. Ło Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!!
Turysta:
- A może komuś w waszej rodzinie?
Baca:
- Mojej? Ni. Ło Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!
Turysta:
- No to co tak lamentujecie?
Baca:
- Ło Jezu, jak mi się robić nie chce!

Baca pilnuje stada owiec na hali, siedzac przy drodze. Nagle podjeżdża nowiutki terenowy Mercedes. Kierowca, młody człowiek w drogim garniturze, wysiada i mowi:
-Baco, jeśli zgadnę ile tu jest owiec, dacie mi jedną?
Baca spojrzał na gościa, zerknął na rozrzucone po hali stado i mowi:
-Zgodo.
Młodzieniec wyjmuje z teczki notebooka, podłącza go do komórki, łączy się z serwerem NASA, podaje odczytaną z GPS-u pozycję, ściąga zdjęcie satelitarne hali, uruchamia program analizy obrazu, eksportuje dane do arkusza kalkulacyjnego, na miniaturowej kolo -Baco, macie tu 1427 owiec.
Na to baca:
-Zgodzo się, panocku, możeta wziunc swojom łowiecke.
Zadowolony z siebie młodzieniec zabiera jedno zwierzę ze stada i zamyka je w bagażniku samochodu.
Baca przygląda mu się uważnie i mówi:
-A cy jak odgadne wos zawód, panocku, mógłbym dostoć takom samom zapłatę?
-Jasne!
Baca mowi:
-Wyście som konsultont z Łunii Europejskiej.
Zdziwiony młodzieniec odpowiada:
-Faktycznie! Jak żeście to odgadli?
-To baaaardzo proste - odpowiada baca. - Po pirse, przyjechalista tu, choć wos nikt nie zapraszoł. Po drugie, kazaliście mi zapłacic za cuś, co i bez wos wim. Po tsycie, g.... wita na temot mojego biznesa. A teraz oddawajta mi mojego psa!

Nowa amerykańska rakieta była testowana na poligonie w Polsce. Niestety, zboczyła z kierunku i spadła gdzieś w górach. Ekipa ratownicza wysłała samolot, a potem helikopter, żeby znaleźć zagubiony pocisk. Amerykańscy wojskowi wysiadają ze śmigłowca w miejs Jeden z żołnierzy pyta:
- Baco, a nie widzieliście gdzieś tutaj przelatującego takiego ognistego kija?
- Ni, nie widziołek...
Wojskowi zbierają się do odejścia, a baca dodaje:
- Ale wicie, panocku, tutej coś ciekawego musi się dzioć. Najsampierw przelecioł BGM-109 Tomahawk Criuse Missile, ten, co jesce tajny jest i spadł za tamoj górkom. Potem przelecioł F-15E Strike Eagle. Teroz wy wylądowaliście HS-60 Seahawk... ale ognisty k
copyright SKKT PTTK NR76, 2004-2005